Powrót do natury




Dziś dobre samopoczucie łączymy z umysłem, a nie z ciałem. A to przecież ciało czuje! To jemu jest przyjemnie lub nie. Gdy ciało jest przeciążone, umysł źle funkcjonuje. W stresie rozum nie działa prawidłowo, dlatego nie skutkuje wmawianie sobie, że trzeba być spokojnym. Włączają się instynkty: ucieczka, walka, zamrożenie. Wtedy może zadziałać jedynie ciało, tylko za jego pomocą można zlikwidować ten lęk. Trzeba włączyć świadomość swojego ciała poprzez ruch, dotyk. Być ciałem. Wrócić do niego. Kontrolując oddech (pogłębiony oddech relaksuje), uspokoić się.
By zapobiec zawładnięciu przez lęk, warto być uważnym, słuchać sygnałów płynących z ciała, by odpowiednio wcześnie zareagować na zmęczenie czy ból. 
 
Powrót do ciała oznacza powrót do natury. Odeszliśmy od naturalnego rytmu dnia i nocy, zaburzając go sztucznym światłem. Chcemy, czy wręcz musimy, być aktywni non stop. To nie jest dobre ani dla ciała, ani dla psychiki. By choć trochę ułatwić organizmowi funkcjonowanie, powinniśmy wprowadzać rytuały ułatwiające przechodzenie z jednej części doby do drugiej. Poranna kawa czy wieczorna kąpiel pomogą odczytywać zmianę trybów: sen-działanie, praca-dom, aktywność-relaks.
Trzeba sobie uświadomić, że jesteśmy częścią natury, czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy tak stworzeni. Dlatego odczuwamy jesienną melancholię, zimową chęć wyciszenia, czy wiosenne ożywienie.

Obcowanie z naturą jest elementem sprzyjającym wyciszeniu się, byciu uważnym, obecnym w danej chwili i miejscu. Kojący śpiew ptaków, szum drzew, mruczenie kota, a nawet stukanie kropli deszczu o parapet są swoistym balsamem dla rozpędzonej, zmęczonej duszy. Świat oferuje nam to, co sztuczne, w przeciwieństwie do przyrody.
To natura pozwala nam zachwycić się drobiazgiem. Pracowitą mrówką, kolorem liści jesienią. A jak pisał Goethe: „ Zachwyt jest najwyższym stopniem szczęśliwości, który człowiek może osiągnąć. Kiedy jakieś zjawisko wzbudza w nim zachwyt, może się czuć usatysfakcjonowany. Niczego więcej nie osiągnie i niczego więcej nie będzie musiał szukać.”
 
Kilkadziesiąt lat temu mieszkańcy wsi gremialnie przenosili się do miast. Szukali możliwości pracy, edukacji, rozwoju. Poczuli się znudzeni pustką bezkresnych przestrzeni, zawsze tej samej piaszczystej drogi, zmęczeni pracą w ogrodzie, na polu. Duże miasto, z jego udogodnieniami, tętniące życiem od świtu do zmierzchu, a nawet w nocy, wydawało im się rajem.
W ostatnich latach pojawił się trend przeciwny. Wiele osób, młodych i starszych, zmęczonych szumem, nieustającym ruchem, ilością bodźców miasta, znajduje swoje miejsce na odludziu. Mają odwagę wyjść ze schematu, ze swojej strefy komfortu. Podejmują walkę ze stereotypami, uwalniają się spod presji otoczenia. Często wybierają życie dużo skromniejsze, prostsze, a jednak szczęśliwsze. Ograniczają do minimum przedmioty, którymi się otaczają, by być jak najbliżej natury i żyć zgodnie z jej rytmem. Szukają równowagi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nierównowaga.

Klasyka literatury

Tłumione emocje